Wątpliwe, niewątpliwe, niegodziwe
PATRZCIE, JA PŁACZĘ
Redaktor Jaworowicz ociera łzę, co kamera natychmiast rejestruje. To jest scena adresowana dla tych telewidzów o kamiennym sercu, którzy jeszcze się zastanawiają, czy autorka „Sprawy dla Reportera” stanęła po właściwej stronie.
Wojenne okopy są dla rodziców zoperowanych dzieci i
na przeciw –
przedstawicieli Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie
Prokocimiu a wśród nich prof. Janusza Skalskiego nowego ordynatora
kliniki kardiochirurgicznej.
Profesora Edwarda Malca, o którego toczy się bój –
nie ma. Od kilku miesięcy pracuje
w szpitalu uniwersyteckim w Monachium. W jego imieniu wypowie się
telefonicznie z Niemiec najbliższa współpracownica doktora jeszcze z
czasów „Prokocimia”, Katarzyna Januszewska.
Teza audycji jawi
się prosta jak drut: zawistni lekarze szpitala krakowskiego zmusili
do odejścia i wyjazdu za granicę najlepszego w Polsce kardiochirurga
dziecięcego.
Już nie będzie kto miał ratować od niechybnej śmierci noworodki ze
skomplikowaną wadą serca. Bo to był cudotwórca, czego najlepszym
świadectwem są przyniesione, przyprowadzone do telewizyjnego studia
zoperowane maleństwa.
Jest dużo krzyku – podnoszą głos rozemocjonowani rodzice i jak zwykle krzyczy autorka programu.
Ofiary podniosły głowy.
Red. Jaworowicz
nie odkryła tematu o złej atmosferze wśród lekarzy Szpitala
Dziecięcego
w Krakowie. Od dwóch lat trwał tam poważny konflikt między prof.
Malcem kierownikiem kliniki kardiochirurgicznej a podwładnymi mu
lekarzami oraz ordynatorami innych klinik w USD. Stroną atakującą
zawsze był Edward Malec. Z czasem i ofiary podniosły głowy.
Do Okręgowej Izby Lekarskiej i komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu
Jagiellońskiego zaczęły napływać skargi na szefa kliniki, że obraża
lekarzy innych specjalności z równie dużym, niekwestionowanym
dorobkiem. W kontaktach z podwładnymi zachowanie profesora było ich
zdaniem skrajnie obraźliwe, grubiańskie.
Jak poinformowali nas prof. Jacek J. Pietrzyk
dyrektor Polsko-Amerykańskiego Instytutu Pediatrii Wydziału
Lekarskiego UJ i dr hab. med. Maciej Kowalczyk dyrektor
Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – „niewłaściwe
zachowanie prof. Malca względem współpracowników stały się podstawą
ukarania profesora przez Komisję Dyscyplinarną UJ”.
Echa tej patologicznej sytuacji w uniwersyteckim
szpitalu kilkakrotnie trafiały
m. in. na łamy Gazety Wyborczej, Pulsu Medycyny i Gazety
Krakowskiej. Zawsze tylko w wersji prof. Malca. Gdy rozniosło się,
że zamierza on opuścić krakowski szpital i pracować
za granicą, ton artykułów zradykalizował się: kierownictwo szpitala
pozbywa się cenionego kardiochirurga, bo jest nazbyt wymagający
wobec innych lekarzy. Gazeta Krakowska dała swej publikacji tytuł:
Piekło zawiści.
Profesor wyżalał się przed dziennikarzami: – „Nie chcę wyjeżdżać z Krakowa. Ale w takich warunkach, w tym miejscu, w tak zarządzanym szpitalu, nie mogłem nadal bezpiecznie, komfortowo i zgodnie z sumieniem wykonywać tak trudnego zawodu, jakim jest zawód kardiochirurga dziecięcego (…) Kiedy widzę, że któryś z lekarzy mógł zrobić dla dziecka więcej, niż zrobił, nie przebieram w słowach. Tam, gdzie zaczyna się walka o życie dzieci, kończy się u mnie pobłażliwość dla kolegów po fachu”.
Wkrótce potem ogłosił w Gazecie Wyborczej, że właśnie
dostał propozycję objęcia wydziału kardiochirurgii dziecięcej w
Szpitalu Uniwersyteckim w Hamburgu. Zarobi 35 razy więcej niż
w Krakowie.
Dziennikarze pilotujący temat podnieśli alarm: dyrekcja Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie lekką ręką pozbywa się wybitnego kardiochirurga, tym samym skazując na śmierć chore maleńkie dzieci, których nikt inny w Polsce nie jest w stanie uratować.
Daremnie dyrektor szpitala dr hab. Maciej Kowalczyk wskazywał na okoliczności odejścia szefa kliniki kardiochirurgii: – profesor zrobił to w sposób wykazujący krańcową determinację, co nieodparcie nasuwało się wniosek, że takie rozwiązanie uważał dla siebie za najkorzystniejsze.
Ta determinacja, to nagłe odejście na urlop – z
zapowiedzią, że do kliniki już nie wróci –
w chwili, gdy na kolejne operacje (hipoplazję lewego serca usuwa się
kilkoma następującymi po sobie w pewnych odstępach czasu zabiegami)
czekało ośmioro dzieci.
Publiczne zreferowanie tego problemu przyniosło
doraźny skutek: doktor Malec,
mimo że od dłuższego czasu nie rozmawiał z dyrektorem szpitala, dał
się uprosić,
aby przerwał urlop i doprowadził do finału cykl operacyjny u dzieci,
które nie mogły dłużej czekać.
– A co z tymi, które dopiero się urodzą z hipoplazją
lewego serca? – postawił retoryczne pytanie przed relacjonującym ten
gest dziennikarzem i sam dodał puentę: – Nie przejęto
się tym w krakowskim środowisku lekarskim.
To nieprawda. Na czas przejściowy dyrektor szpitala załatwił dla innych małych pacjentów możliwość leczenia w klinice kardiochirurgii dziecięcej w Łodzi. O pomoc w sprawnym transporcie noworodków zwrócił się do ministra zdrowia i prezesa Polskiego Klubu Kardiochirurgów.
Mnie nie wypada
Red. Jaworowicz
musiała o tym wiedzieć z gazet (ma przecież zespół riserczerów) i z
listu
dr. Kowalczyka wysłanego do redakcji „Sprawy dla Reportera” na
wiadomość o przygotowywaniu tego tematu. Dyrektor USD prosił o nie
wyciąganie przed kamerami tego,
co działo się między lekarzami. Podał kilka powodów: przede
wszystkim zostanie naruszona zasady zaufania we współpracy pacjenta
z lekarzem. Ponadto nie będzie można na wizji ujawnić zarzutów wobec
prof. Malca, bo materiały rozpatrywane w postępowaniu dyscyplinarnym
nie są do publicznego wglądu. Postponowani lekarz nie życzą sobie,
aby telewizyjna publiczność komentowała sytuacje, w których byli
upokarzani.
Autorka programu odrzuciła tę sugestię i audycja z udziałem rodziców operowanych dzieci została nagrana.
Jaworowicz od pierwszego wejścia do studia stanęła po stronie profesora Malca. Odczytane na głos fragmenty listu dr Kowalczyka opatrzyła ironicznym komentarzem. Zarzut grubiańskiego zachowania kardiochirurga wobec kolegów po fachu pozostawiła do oceny rozemocjonowanych rodziców informując ich, że doszło do „nieporozumień między profesorem, który był waszym zbawcą, a jakimiś innymi lekarzami”.
Rodzice chętnie podchwycili ten bagatelizujący sprawę ton. Jeden z ojców operowanego dziecka podsumował skutki odejścia prof. Malca słowami: „Teraz będzie Wersal, a dzieci będą umierać”.
Nie mógł dobić się do głosu rzecznik szpitala; nawet wówczas, gdy był wywoływany do tablicy przez prowadzącą audycję. Gdy tylko zaczynał mówić, że jest porażony skalą nieprawdziwych informacji, krzywdzących zespół szpitalny, Jaworowicz przerywała mu uwagą, że o tym będzie „później”. Co już się zresztą nie zdarzyło.
Autorka reportażu deprecjonowała prof. Janusza Skalskiego. Jedyne, co miała o nim do powiedzenia to to, że kiedyś przegrał z prof. Malcem konkurs na stanowisko szefa kliniki kardiochirurgii uniwersyteckiego szpitala w Krakowie. Nie jest to – jak stwierdziła – strasznie hańbiące, ale jednak….
Telewidzowie nie dowiedzieli się, że profesor Skalski kierował ostatnio oddziałem kardiochirurgii dziecięcej Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i Wydziałem Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej. A wcześniej przez 16 lat pracował w „Prokocimiu”.
Akurat nadarzyła się okazja do pokazania wielomilionowej widowni programu „Sprawa dla Reportera” humanitarnego gestu następcy prof. Malca. Kilka dni przed wyemitowaniem audycji prof. Skalski oddał swoją krew, aby ratować życie 26–dniowego Bartka i następnie przez 6 godzin operował go, gdy stan zdrowia noworodka wymagał natychmiastowego przeprowadzenia skomplikowanego zabiegu. Jaworowicz na pewno o tym wiedziała i trudno sobie wyobrazić, aby nie dostrzegła w tym niusa a nawet okazji do uronienia drugiej łzy.
Dlaczego nie podała tej informacji? Bo nie pasowała do z góry założonej tezy.
W sukurs
dziennikarce cały czas spieszył zaproszony do studia w roli
komentatora
prof. Wolniewicz. Emerytowany prof. filozofii jest znany z tego, że
lubi wypowiadać
się w telewizji i na antenie radia Maryja. Można odnieść wrażenie,
że temat nie ma dla niego większego znaczenia, zna się na wszystkim.
Gdy prof. Skalski
bronił się przed oskarżaniem go o udział w nagonce na Malca,
(przypominając, że wtedy tam go nie było), Wolniewicz krzyczał: –
„Cicho, może nie,
ale inni byli”. Niestosowne zachowanie zostało pochwalone przez red.
Jaworowicz: – „Liczyłam na to, że pan bezkompromisowo powie o co tu
chodzi, bo mnie nie wypada”.
Chwała Jaworowicz.
Tylko przemknęły się w tej audycji ważne problemy, rzeczywiście dotyczące rodziców dzieci chorych na hipoplazję lewego serca. Ale, że potraktowane płyciutko, nie zostały wyjaśnione.
Na przykład – czy jest prawdą, że dyrektor szpitala z
uwagi na ograniczone fundusze, zarządził pewnego rodzaju rejonizację
dla tego rodzaju pacjentów?. Rzecznik krakowskiego szpitala
zaprzeczył – takich ograniczeń nie było. Red. Jaworowicz
oświadczyła, że kłamie
i odwołała się do opinii przywołanej telefonicznie z Monachium dr
med. Katarzyny Januszewskiej, asystentki prof. Malca. Ale nawet ta
jedyna obrończyni byłego szefa kliniki kardiochirurgii nie
potwierdziła sformułowanego na wizji oskarżenia, które tak bardzo
zbulwersowało rodziców chorych dzieci.
Karta Etyczna Mediów, jak pierwszy wymóg stawia przed dziennikarzem dbałość o dobro odbiorcy medialnego produktu. Głównymi odbiorcami tej konkretnej audycji były rodziny, których los ciężko doświadczył. Mają one dostatecznie dużo zmartwień z powodu choroby dzieci i nie wolno było jeszcze bardziej je niepokoić tylko dla podniesienia temperatury telewizyjnej audycji.
Nie jest prawdą,
że wyłącznie w Krakowie można operować dzieci z najcięższymi wadami
serca. Prof. Bohdan Maruszewski, prezes Klubu Kardiochirurgów
Polskich jest zdania,
że mamy wystarczającą liczbę ośrodków kardiochirurgicznych dla tego
rodzaju pacjentów.
To, że dr Malec nie wychował ani jednego swego następcy, świadczy o
hołdowaniu przez tego wybitnego kardiochirurga układowi feudał i
jego wasale.
Ale nie rodzice powinni rozsądzać konflikty, które wybuchają za zamkniętymi drzwiami gabinetów lekarskich.
Relacje mistrz–uczeń w dyscyplinach naukowych,
również w medycynie, to temat o tyle ambitny, co trudny. Wart
pokazania wielomilionowej widowni. Jest tylko jeden problem –
nie da się go zrobić idąc na łatwiznę.
A jak można zamącić ludziom w głowach przygotowując pod publiczkę program, świadczą rozgorączkowane wypowiedzi na blogu internetowego wydania „Sprawy dla Reportera”
Pisze Ksenia: – Mam nadzieję, że znajdzie się altruista, który potrząśnie profesurą i dyrekcją całego Kolegium Medicum w Krakowie i przeproszą Profesora Malca, prosząc go o powrót do pracy w Krakowie. To diamentowa ręka i rubinowe oczy polskiej kardiochirurgii!!!.
Marta: – „Zniszczyć człowieka dlatego, że jest
wybitny, jakie to typowe dla Polski niestety.
Na miejscu tych, którzy wygryźli profesora Malca spaliłabym się ze
wstydu. Jeśli ktoś musi sięgać po takie metody jak knucie, szczucie
i wygryzanie żeby się dowartościować, to znaczy tylko jedno: jest
mierną namiastką specjalisty, jest nikim, bo nie umie udowodnić, że
jest kimś poprzez swoją pracę, a więc jest zerem”.
Są też oklaski: – „Chwała Pani Jaworowicz. Jestem w
szoku po obejrzeniu tego programu.
(…)Mam jednak nadzieję, że m.in. dzięki temu programowi prof. Malec
wróci do Polski”.
Na tej samej stronie internetowej w odredakcyjnym
słowie rekomendującym „Sprawę dla Reportera” napisano: Rozgrzane od
emocji głowy i napiętą atmosferę jest w stanie ochłodzić
i okiełznać tylko jedna osoba, prowadząca program – Elżbieta
Jaworowicz.
Bez komentarza.
Helena Kowalik
Sprostowanie i wyjaśnienie
Prof. Edward Malec nie został uznany przez Okręgowy Sąd Lekarski, ani też żaden inny sąd lekarski winnym jakichkolwiek naruszeń, bądź tez zasad lekarskiej etyki zawodowej. Za tę pomyłkę w tekście przepraszam.
Jak poinformowali nas prof. Jacek J. Pietrzyk dyrektor Polsko-Amerykańskiego Instytutu Pediatrii Wydziału Lekarskiego UJ i dr hab. med. Maciej Kowalczyk dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – „niewłaściwe zachowanie prof. Malca względem współpracowników stały się podstawą ukarania profesora przez Komisję Dyscyplinarną UJ”.
Helena Kowalik


