Wątpliwe, niewątpliwe, niegodziwe
Spory sądowe to nie igrzyska
Do Rady Etyki Mediów wpłynęła skarga rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie sędziego Andrzeja Almerta na niezgodną z prawdą publikację red. Małgorzaty Gleń z Faktu. Dziennikarka napisała artykuł z góry założoną tezą o bezwzględnym sądzie, który zabrał dziecko biednej, bezbronnej matce. Publikacja miała wycisnąć łzy u czytelników. Służyło temu, poza nieprawdziwymi informacjami, odpowiednie słownictwo: „Ból i uczucie bezsilności przepełnia serce matki. Sabinie Urbańskiej zabrano ukochaną maleńką córeczkę.! 9–miesięczną Martynkę, którą karmiła piersią i którą kochała najbardziej na świecie. Od matki oderwali ją bezduszni urzędnicy– policjanci i sędzia. I choć jest niewinna, nie chcą jej oddać dziecka.(…) To w normalnym państwie nie powinno się zdarzyć. Bezduszni sędziowie i policjanci skrzywdzili niewinną kobietę. (…). Tylko dlatego, że sama postanowiła wychowywać córkę. (..) Czym sędzia Iwona Bujak umotywowała swoją bezduszną decyzję? Napisała, że „dobro małoletniej jest zagrożone”. Na jakiej podstawie tak napisała? Nie wiadomo!”
Czy to jest matka?
W rzeczywistości sprawy miały się tak: rodzicielka Martynki Sabina U. została zatrzymana, gdyż była poszukana listem gończym przez Prokuraturę Rejonową w Nowym Targu. Policja znalazła podejrzaną w lokalu, gdzie z 9–miesieczną córką na ręku piła wódkę z trzema przygodnymi mężczyznami. Libacja była bardzo głośna, musiała interweniować policja na prośbę sąsiada, który chciał zwrócić uwagę biesiadującym i został pobity.
Ustalono, że ojciec dziecka przebywa w areszcie, a jego matka jest podejrzana o rozbój z użyciem noża. Co prawda kurator sądowy podczas wywiadu przeprowadzonego już po alkoholowej awanturze stwierdził, że „nie ma zaniedbań w stosunku matki do dziecka”, ale był to tylko jednorazowy wywiad i można przypuszczać, że kobieta zachowywała się poprawnie ze strachu przed aresztem, do którego zresztą doszło. (Dziecko umieszczono w placówce opiekuńczej).
Na podstawie zebranego materiału sąd ustalił, że rok wcześniej, gdy Sabina U. jeszcze mieszkała ze swym mężem, zachowywała się wyrodnie wobec dwuletniego syna Fabiana. Często zostawiała go na całe dnie samego, aż kiedyś skończyło się to nieszczęściem. Dziecko wdrapało się na parapet okienny i wypadło z drugiego piętra. Chłopiec doznał licznych obrażeń, a sąd pozbawił oboje rodziców władzy rodzicielskiej.
W związku z poważnymi wątpliwościami, czy taka matka może opiekować się małą Martynką, sąd oddalił wniosek Sabiny U. o oddanie jej córki i wyznaczył termin badania w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno–Konsultacyjnym. Wyniki nie są jeszcze znane.
Tyle fakty. W artykule Małgorzaty Gleń wypowiedź rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie została wypaczona (Już po autoryzacji). Następnego dnia po tej publikacji temat ponownie znalazł się w gazecie, tym razem na pierwszej stronie ze zdjęciami min. Ziobry i posła Rokity. (Zmartwione twarze, zatroskanie w oczach ministra) Do tego podpis: „(…) są wstrząśnięci losem matki dziecka odebranego jej przez sąd. Ratunek dla Martynki w ich rękach. – Kilka milionów ludzi nie ma pracy, czy im wszystkim powinno się odbierać dzieci? – pyta wzburzony Rokita.”
Aż trudno uwierzyć, żeby ten poseł wypowiedział takie demagogiczne słowa. Prawdopodobnie nie znał okoliczności zabrania niemowlęcia do domu małego dziecka. Ale dlaczego zawierzył tak niewiarygodnej gazecie, jaką jest Fakt? On, prawnik? Czy Jana Rokitę nie oburzył tekst na następnej stronie tabloidu, adresowany do krakowskich sędziów?:
– (…) „Przypomnijcie sobie, że gdy składaliście sędziowską przysięgę ,nikt nie kazał wam przestawać myśleć z chwilą, gdy wkładacie łańcuch i togę. Postępowanie sądu w przypadku pani Sabiny i jej dziecka to bezmyślne podążanie za przepisami, w dodatku wcale nie nakazującymi odbieranie dziecka z automatu w takich okolicznościach. Zastanawiam się, czy to ze strony sądu asekuranctwo, czy lenistwo. (…) Nie ma nic gorszego niż bezmyślny i bezduszny urzędnik – a kimś takim staje się działający automatycznie sędzia, który jednym pociągnięciem pióra potrafi Bogu ducha winnej osobie złamać życie. A że nikt go z tego nie rozlicza, wszak sąd jest niezawisły, może to robić wiele razy. Temida ma być ślepa. Ale to nie znaczy, że do tego ma być głucha i głupia”.
Dementi nie będzie
Rada Etyki Mediów wielokrotnie zajmowała krytyczne stanowisko wobec przypadków łamania prawa prasowego w Fakcie. Jest oburzające, że redaktor naczelny nagminnie odmawia rzecznikom prasowym sądów publikacji sprostowań i odpowiedzi. Dziennik Fakt wyjątkowo często poruszając tematykę sądową, z zasady narusza postanowienia Karty Etycznej Mediów.
Oto kilka innych przykładów z bogatej niestety dokumentacji, jaką mamy na ten temat.
W swoim czasie gazeta Fakt opublikowała zdjęcie prezesa sądu okręgowego oraz psa policyjnego pod wspólnym tytułem: „Jeden wart drugiego”. W artykule pod tytułem „Przez nią pedofil jest wolny” bezzasadnie i obelżywie skrytykowano sędzię, która nie zastosowała wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania.
Inwektywy spotkały też sędziego Sądu Rejonowego w Brzesku w artykule Wojciecha Biedronia pt. "Ma oddać dzieci za dług". (Pisałam o tej sprawie w felietonie pod tytułem „Na kolana sędzio!”)
Red. Biedroń podobnie potraktował sędziego, gdy obsługiwał proces toczący się w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Chodziło o dziecko zgwałconej, głuchoniemej Edyty B. (w artykule podane jest nazwisko) które zdaniem sądu powinno być umieszczone w domu dziecka Dziennikarz w reportażu pt. „Kocham Kasperka a sąd mi go zabrał” podaje nazwisko sędzi rozpatrującej tę sprawę jako osoby „bez serca, bezdusznej”.
Rzecznik prasowy sądu wysłał do redakcji Faktu sprostowanie. Podał, że nim wydano orzeczenie, wypowiedzieli się psycholodzy rodzinnego ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego. Ich zdaniem młodziutka matka nie jest w stanie samodzielnie zająć się synkiem, a babka Kacpra ma poważne problemy z własnymi dziećmi; właśnie toczy się w tej sprawie odrębne postępowanie sądowe. Ponadto, do mieszkania, które nie jest duże, jak mylnie podano w artykule, ponownie wprowadził się po wyjściu z więzienia ojciec Edyty B. awanturnik i alkoholik. Mieszkają tam też konkubenci babki i matki. Lokal jest brudny, z licznymi śladami dewastacji, w czasie wizji dostrzeżono rozbitą szybę w drzwiach z wystającymi kawałkami szkła. Edyta B. wbrew temu, co podaje dziennikarz, nie zaakceptowała siebie roli matki; nie reaguje nawet na płacz małego. Dziecko jest zaniedbane w rozwoju psychosomatycznym.
Prezes Sądu Okręgowego w Krakowie sędzia Maja Rymar zażądała od kierownictwa Faktu umieszczenia sprostowania po tej nierzetelnej publikacji zwłaszcza, że dziennikarka nie uwzględniła poprawek naniesionych w czasie autoryzacji. Dementi nie ukazało się.
Takie notoryczne obchodzeni przez redakcję podstawowego kanonu prawa prasowego niepokoi również Krajową Radę Sądownictwa, która kolejny raz wypowiada się w tej sprawie.
W ostatnim stanowisku przewodniczący KRS sędzia Krzysztof Strzelczyk stwierdza: „Nie ulega wątpliwości, że sądy i sędziowie podlegają krytyce. Jednakże krytyka powinna być poprzedzona rzetelnymi ustaleniami opisywanych faktów i nie powinna naruszać dóbr osobistych. Nie jest do zaakceptowania naruszanie przez dziennikarzy i redakcje standardów rzetelnego informowania. Lżenie sędziów i sądów nie stanowi krytyki ani informacji”.
Znamienna jest też uchwała Zgromadzenia Sędziów Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 12 stycznia br. roku: „(…) Z ogromnym niepokojem sędziowie obserwują nieobiektywną i nieodpowiedzialną krytykę sądownictwa i sędziów. W medialnych relacjach nie zawsze są przedstawiane rzetelne motywy wyroku; zamiast bezstronnego wyjaśnienia, fachowej opinii przytacza się komentarz niezadowolonej strony, albo zdanie polityka sugerującego, że na treści wyroku zaważyły względy pozamerytoryczne. Przypadki popełniania przez sędziów czynów niegodnych przedstawiane są jako świadectwa powszechnego braku kwalifikacji moralnych. Nieprawdziwie przedstawia się sędziów jako grupę zawodową niepodatną jakiejkolwiek weryfikacji, a nawet rygorom ustawy lustracyjnej.
Sędziowie nie protestują przeciw kamerom w salach rozpraw, ciekawości i aktywności mediów oraz w pełni popierają swobodę wypowiedzi. Jednocześnie oczekują rzetelnego przekazu i obiektywnej relacji. Spory sądowe często budzące skrajne emocje, gdyż rozstrzygają się w nich ludzkie losy nie są spektakularnymi widowiskami i w związku z tym należy oczekiwać, ze nie będą relacjonowane w atmosferze sensacji. Jeśli dochodzi do ograniczenia niezależności władzy sadowniczej i niezawisłości sędziowskiej, najsilniej i najdotkliwiej odczuwają to obywatele.
Helena Kowalik


