Wątpliwe, niewątpliwe, niegodziwe
Sprostowanie
Wnoszę o sprostowanie treści nieprawdziwych, jakie ukazały się na stronie internetowej Rady Etyki Mediów w felietonie Heleny Kowalik pod tytułem "Wolność prasy - wytrych do wszystkiego". Treści nieprawdziwe zawierają się w słowach:
"Piotr Misiło został naczelnikiem promocji po zaprzyjaźnionym z red. Andrzejem Markiem Adamie Wosiku. Ten dawał naczelnemu "Wieści ..." płatne zlecenia z budżetu gminy, np. druk kalendarzy, które Marek następnie przekazywał innym wykonawcom, zarabiając na pośrednictwie".
Zgodnie z art. 187 ustawy o finansach publicznych nadzór nad wydatkami budżetu jednostki samorządu terytorialnego sprawuje Zarząd Gminy, a nad realizacją procedur w tym zakresie Burmistrz Gminy. Nie ma więc ustawowej możliwości, aby naczelnik jakiegokolwiek wydziału "dawał zlecenia" komukolwiek bez pisemnej akceptacji Zarządu i przyjętych w tym zakresie procedur Burmistrza. Sugerowanie więc "wolnej amerykanki" Adama Wosika wydaje się być tutaj co najmniej nie na miejscu zwłaszcza, że z budżetu Wydziału Promocji i Informacji, za jego kadencji, przekazane zostało wydawnictwu "Wieści Polickie" tylko jedno zamówienie. I to w formie przetargu publicznego według jasno określonych przez Burmistrza Gminy procedur, nad którymi nadzór w owym okresie sprawował Naczelnik Wydziału Organizacyjno-Prawnego. Sugerowanie czytelnikowi, iż owych zleceń (w liczbie mnogiej) było wiele jest nie dającym się w żaden sposób zrozumieć kłamstwem, do którego posunięto się w tym felietonie.
Z poważaniem
Adam Wosik
Szanowny Panie,
Odsyłam Pana do wyroku Sądu Najwyższego z 22 czerwca 2004 roku w sprawie Andrzeja Marka. Może się Pan z nim zapoznać na stronie internetowej www.misilo.pl. W uzasadnieniu uwypukla się jako motyw nagannych działań Andrzeja Marka utratę zleceń, otrzymywanych z UG Police na wskutek zmiany na stanowisku Naczelnika Wydziału Promocji i Informacji. I tu padają nazwiska, które umieściłam w kwestionowanym przez Pana fragmencie mojego felietonu.
Chciałbym jednak zaznaczyć, że nie twierdziłam, iż dawanie zleceń było niezgodne przepisami.
W ustawie o zamówieniach publicznych jest respektowane zamówienie z "wolnej ręki", które przewiduje poniżej określonej kwoty, obecnie 6000 euro, wówczas 3000 euro, dokonanie zamówienia np. na produkcję kalendarzy bez konieczności przeprowadzania konkursu, zapytania o cenę, nie wspominając już o przetargu nieograniczonym. Podmiot taki wybiera zgodnie ze swoją kompetencją, w przypadku UG w Policach, naczelnik Wydziału Promocji i Informacji. Czytelnikom przypomnę, że Pan sprawował ten urząd przed Piotrem Misiłą.
Moją wątpliwość (jakkolwiek nie rozpisywałam się na ten temat w felietonie) budzi fakt, że Andrzej Marek dostał zlecenie na wykonanie kalendarzy, choć nie posiadał maszyn drukarskich do ich druków, a skład komputerowy również zlecał osobom trzecim. Prawdą jest więc twierdzenie, że redaktor naczelny "Wieści Polickich" zarabiał na pośrednictwie. Prawdą jest też, że to od naczelnika Wydziału Promocji i Informacji zależy, kto otrzymuje zlecenie na zamówienia poniżej określonej wartości, a o takim przypadku jest mowa.
Helena Kowalik
Sprostowanie
Na podstawie art. 31 ustawy Prawo Prasowe z dnia 26 stycznia 1984 roku (z późniejszymi zmianami) wnoszę o sprostowanie treści nieprawdziwych, jakie ukazały się na stronie internetowej Rady Etyki Mediów w felietonie Heleny Kowalik pod tytułem "Wolność prasy - wytrych do wszystkiego".
1. Nieprawdą jest , że cyt. "Na pół godziny przez pożegnaniem wolności, Andrzej Marek odbył sesję fotograficzną (z więziennymi murami w tle) dla mediów."
Pod zakładem karnym przebywałem kilka minut. Po udzieleniu odpowiedzi na pytania dziennikarzy przekroczyłem bez zbędnej zwłoki bramę aresztu.
2. Nieprawdą jest, że "W kolejnych numerach Wieści Polickich naczelny donosił, iż nominowany dzięki partyjnym układom Misiło wykorzystuje swoje stanowisko do osiągania prywatnych korzyści."
W swoich publikacjach napiętnowałem partyjnictwo i nepotyzm. Nigdy nie napisałem, że Misiło osiąga prywatne korzyści.
3. Nieprawdą jest, że "Pomówiony wysłał sprostowania- w sumie siedem- które nie tylko lądowały w koszu, lecz były wyszydzane przez Wieści".
Piotr Misiło nie wysyłał żadnych sprostowań oprócz sześciu, wysłanych 9 lutego 2001 r. Do trzech z nich jako nieupoważniony do reprezentowania Gminy przed sądem nie miał prawa. Pozostałe trzy nie nosiły znamion sprostowania, tylko były opiniami na temat moich publikacji. Mimo to zamierzałem je wydrukować. 10 lutego 2001r. w dniu oddania gazety do druku, sprostowania znalazły się w redakcji i z powodu braku czasu nie zostały wydrukowane. 13 lutego 2001r. Misiło zażądał przeprosin w 6 lokalnych mediach. Żądanie przeprosin opublikowałem i w związku z zapowiedzią procesu, oraz eskalacją żądań Piotra Misiły, odmówiłem wydrukowania sprostowań.
4. Nieprawdą jest, że jakiekolwiek sprostowania były wyszydzane na łamach Wieści. W przedmiocie sprostowań Sąd wypowiedział się następująco: " Piotr Misiło po publikacjach dotyczących jego osoby przesłał list do Andrzeja Marka z żądaniem zamieszczenia przeprosin w 6 lokalnych mediach. Andrzej Marek kopię tego listu opublikowała w Nr 7 (39) Wieści Polickich w artykule pt. "Dniówka rzecznika" i odmawiając uczynienia zadość żądaniu, opatrzył go komentarzem: "W sprostowaniach występują przewrotne interpretacje naszych publikacji i poza jedną pomyłką w nazwisku pani naczelnik Elżbiety Kruszyńskiej nie dopatruję się żadnych powodów, dla których mielibyśmy cokolwiek prostować." Tyle Sąd.
5. Nieprawdą jest, że "Andrzej Marek drukował na temat sporu artykuły pod znamiennymi tytułami "Misiło oddaj pieniądze", "Brzydzę się","Igraszki z Temidą Piotra Misiło", "Pieszczoszek lokalnej władzy."
Artykuł "Misiło, oddaj pieniądze" dotyczył sporu między Piotrem Misiło, a Krzysztofem Tobołą, w związku z należnymi artyście, a nie wypłaconymi z winy Misiły tantiemami. Po publikacji Gmina wypłaciła pieniądze Tobole. "Brzydzę się" jest notatką autorstwa Adama Wosika na temat patologii związanej z objęciem urzędu naczelnika przez Misiłę. Pozostałe 2 publikacje nie mają żadnego bezpośredniego związku ze sprawą.
6. Nieprawdą jest, że "Sąd w Szczecinie uległ medialnej presji. Uwzględnił wniosek obrony i na 6 miesięcy odroczył wykonanie kary ze względu na to, że ciężarna żona red. Marka może się źle poczuć."
Ciąża mojej żony była poważnie zagrożona. Ostatnie siedem miesięcy żona przebywała na zwolnieniu lekarskim, podczas którego 3 razy była hospitalizowana, a podstawą odroczenia kary nie było ewentualne złe samopoczucie mojej żony tylko poważne zagrożenie zdrowia i życia jej i nienarodzonego dziecka.
7. Nieprawdą jest, że w uzgodnionej ze mną wypowiedzi dla mediów przeznaczonej do przekazu publicznego powiedziałem, że "zarzuty wobec mnie spreparowano. Zrobił to sędzia. Mówię to z pełną odpowiedzialnością."
Nigdy publicznie nie oskarżałem sądów i nie wypowiadałem się pogardliwie na ich temat..
8. Nieprawda jest, jakobym "skłócony ze związkiem, zatrudnił się w zakładowej gazetce dla chemików."
Nigdy nie byłem skłócony z NSZZ Solidarność, nigdy nie zatrudniłem się w zakładowej gazetce dla chemików.
Redaktor Helena Kowalik nie po raz pierwszy rozpowszechnia niesprawdzone, nieprawdziwe i nierzetelne informacje na mój temat. Z analizy ostatniej i jak i wcześniejszych publikacji wynika niezbicie, że nie weryfikuje informatorów, powiela pomówienia i manipuluje dostępną jej wiedzą. Autorka nie sprawdzała w Urzędzie Gminie Police informacji nt. rzekomych zleceń, nie analizowała akt sprawy, myli powództwo cywilne (właściwe dla tego rodzaju spraw) z oskarżeniem prywatnym, wspomina o nieistniejących 7 sprostowaniach etc. Okraszając sporządzony tekst przytykami mości się w celi nazywając mnie pieniaczem, lub kpiąc z zagrożonej ciąży mojej żony daje dowody na to, że rzetelność i etyka dziennikarska są jej pojęciami zupełnie obcymi.
Andrzej Marek Redaktor Naczelny "Wieści Polickich".
Odpowiedź Heleny Kowalik
Ad.1. W relacjach telewizyjnych z owego "pożegnania wolności" widać wyraźnie, jak ochoczo pozuje Pan fotoreporterom, oraz operatorom kamer telewizyjnych.
Ad. 2 W artykule "Wywiad roku - Rzecznik w telewizji" zamieszczonym w "Wieściach Polickich" 11 lutego 2001 nr 6 (38) napisał Pan: "Poza kadrem kamery - co udało się "Wieściom" podejrzeć i posłuchać - doszło do zdecydowanej wymiany poglądów nt. ekspansji reklamowej gminnego medium informacyjnego. Temat pilotuje sam rzecznik. Pozwala sobie przy tym na zniechęcanie klientów do współpracy z innymi nośnikami reklamy, czyniąc sobie niedozwolony użytek z pełnionej funkcji publicznej".
Cytat ten wyraźnie wskazuje, że zdaniem Pana Piotr Misiło wykorzystywał swoje stanowisko do osiągania prywatnych korzyści. Co okazało się nieprawdą, jak wynika z uzasadnienia do wyroku Sądu Najwyższego z 22 czerwca 2004 roku.
Ad. 3 Potwierdzenie, że pomówiony Piotr Misiło wysłał do redakcji sprostowania, znajduje się w materiale dowodowym dołączonym do akt sprawy. Natomiast w uzasadnieniu do wyroku SN z 22 czerwca 2004 r. w przedmiotowej sprawie napisano (strona 11) "...Ta sama determinacja spowodowała opublikowanie ośmieszającego komentarza do niepublikowanych sprostowań, wraz z zarzutem "niezrozumienia pojęcia wolności prasy". Teksty wszystkich sprostowań utrzymane były w rzeczowym i spokojnym tonie".
Piotr Misiło był upoważniony do wysyłania sprostowań w imieniu Urzędu Gminy, gdyż pełnił funkcję rzecznika prasowego Zarządu Gminy.
Ad. 4 SN w swym uzasadnieniu do wyroku potwierdził zamieszczenie w "Wieściach Polickich" "... ośmieszającego komentarza do niepublikowanych sprostowań, wraz z zarzutem "niezrozumienia pojęcia wolności prasy (Strona 11)". Natomiast na stronie 15. można przeczytać, że Pan "... nie opublikował przesłanych mu sprostowań, uznając je za absurdalne.".
Ad. 5 Już sam fakt, że artykuły o Piotrze Misile opatrywał Pan takimi właśnie tytułami, świadczy o wyjątkowej i jak się potem okazało, bezzasadnej napastliwości Pana na tego urzędnika.
Ad. 6 W mojej ocenie i znanych mi prawników, Sąd w Szczecinie uległ medialnej presji. Odroczenie wykonania kary z uwagi na "poważne zagrożenie zdrowia i życia ciężarnej żony i jej nienarodzonego dziecka" brzmiało niezbyt przekonująco w sytuacji, gdy pana małżonka w dobrej formie przez kilka godzin oczekiwała w zatłoczonym sądzie na wyrok w Pana sprawie.
Ad. 7 Pana wypowiedź "...Organy sprawiedliwości najnormalniej zlekceważyły moją sprawę. Zmusili mnie do tego, abym wykorzystał ciążę żony, aby nie iść siedzieć. To nikczemne. Ale przysięgam: kolejnej prośby o odroczenie nie będzie. Jestem niewinny, a zarzuty wobec mnie sfabrykowano. Zrobił to sędzia, mówię to z pełną odpowiedzialnością", która ukazała się w Gazecie Wrocławskiej, nigdy nie została przez Pana publicznie podważona, nigdy też nie zakwestionował Pan cytowanych słów, wysyłając np. do redakcji stosowne sprostowanie. Zresztą, w tym tonie o sądach, rozpatrujących Pańską sprawę wypowiadał się Pan wielokrotnie, m.in. w TVN 24, Gazecie Wyborczej, Polskim Radio.
Ad. 8 Krzysztof Zieliński szef NSZZ Solidarność ZCH Police, w swoim czasie Pański przełożony, potwierdził fakt częstych Pana kłótni z działaczami NSZZ Solidarność ZCH Police.
Helena Kowalik
Sprostowanie
Nieprawdą jest, jak pisze Helena Kowalik, że "Andrzej Marek (...) spowodował (...), że radni wystąpili do prokuratora o zbadanie win naczelnika wydziału promocji."
1.Radni wystąpili do prokuratury na wniosek radnego Krystiana Kowalewskiego, a Komisja Rewizyjna złożona z przedstawicieli wszystkich klubów radnych Gminy Police stosunkiem głosów 4:0 poparła ten wniosek.
2.Kontrola Komisji Rewizyjnej wykazała szereg nieprawidłowości ujętych w stosownym protokole.
3.Komisja Rewizyjna zakończyła kontrolę Wydziału Promocji i Informacji po odejściu Piotra Misiły ze stanowiska Naczelnika, rezygnując jednocześnie z ewentualnej apelacji w prokuraturze okręgowej.
Jerzy Kardziejonek
Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Gminy Police
Police, 31 stycznia 2006r.
Odpowiedź Heleny Kowalik
Radny Krystian Kowalewski powoływał się na artykuły w Wieściach Polickich, oskarżające Piotra Misiłę o, delikatnie to nazywając, sprzeniewierzenie gminnych pieniędzy. Mimo jednak skierowania sprawy do organów ścigania, prokurator Prokuratury Rejonowej Jacek Powalski odmówił wszczęcia dochodzenia "wobec braku znamion czynu zabronionego (art. 17&1 pkt. 2)"
Helena Kowalik
Sprostowanie
Jako współpracownik "Wieści Polickich", swoje publikacje podpisuję wyłącznie imiennie, bez dodawania, że jestem członkiem Związku Literatów Polskich, jak posądza mnie o to H. Kowalik .Czasami jednak Redakcja bez porozumienia ze mną zwyczajowo dodaje, że autor tekstu jest członkiem ZLP.
Nie wydrukowałem w "Wieściach Polickich" zaświadczenia o przynależności do Związku Literatów Polskich.
Marian Yoph-Żabiński. Police
Odpowiedź Heleny Kowalik
Oczywiście, nie ma nic karygodnego w tym, że przy nazwisku autora artykułu widnieje informacja, iż jest on członkiem ZLP. Napisałam o tym, gdyż takie "zwyczajowe" praktyki redakcji wydały mi się nieprofesjonalne w sytuacji, gdy treść publikacji jest na miarę współpracownika działu miejskiego.
Niestety, nie zachowałam w swym archiwum tego numeru Wieści Polickich, gdzie było potwierdzenie szczecińskiego oddziału ZLP, że Marian Yoph-Żabiński jest członkiem tej organizacji. Ten egzemplarz pisma, jako kuriozum sztuki redaktorskiej, przysłał mi przed laty do redakcji Przeglądu, gdzie przedstawiałam konflikt Piotr Misiło - Andrzej Marek pewien czytelnik Wieści Polickich. Gdy opisałam wówczas tę śmiesznostkę, pan Marian Yoph-Żabiński nie prostował, podobnie jak red. naczelny Andrzej Marek, choć rozmawiałam z nim kilka razy.
Ale jeśli dzisiaj obaj panowie wyciągną z tego przypadku wniosek, że przynależność do społecznych organizacji jest prywatną sprawą redaktora (chyba, że jego członkostwo bezpośrednio wiąże się z treścią napisanego artykułu), wyjdzie to Wieściom Polickim na zdrowie.
Helena Kowalik



