Rada Etyki Mediów

 

RAPORT REM ZA ROK 2007-2008

 W porównaniu z rokiem 2005, przybyło nam pracy. Mieliśmy do rozpatrzenia 347 spraw. Jak zwykle, większość wymagała zapoznania się z pokaźnym pakietem załączonej dokumentacji. W związku z otwarciem naszej strony internetowej wzrosła też liczba korespondentów poczty elektronicznej.

Rada wydała 15 oświadczeń; przedstawiamy je osobno.

Gdyby pokusić się o problemowe ułożenie tematów, które szczególnie bulwersowały nadawców listów do REM, grupują się one następująco:

 *Skargi na kreowanie medialnej rzeczywistości.  

 *Syndrom „Wieści Polickich”. Głośna na całą Polskę sprawa właściciela i samozwańczego redaktora naczelnego gazetki z Polic, który z prywatnych pobudek notorycznie pomawiał na swych łamach urzędnika z ratusza, znalazła – mimo przegranej dziennikarza w sądzie– licznych naśladowców. Do Rady nadeszło kilkanaście skarg na właścicieli prywatnych terenowych gazet, że, miast informować czytelników, przede wszystkim wykorzystują swe łamy do prywatnych porachunków.

 *Manipulowanie informacjami. ( Patrz oświadczenia REM)

 *Sprawa lustracji, teczek w IPN ( Patrz oświadczenia REM )

 *Zorganizowany atak na REM słuchaczy Radia Maryja. Niemal co tydzień poczta przynosiła koperty z płachtami kancelaryjnego papieru zapisanego tymi samymi wyzwiskami na nasz temat. Zazwyczaj oskarżenia były sygnowane stemplem europosłanki Urszuli Krupy z Łodzi. Fala protestów i oskarżeń podniosła się zwłaszcza po naszym oświadczeniu w sprawie telewizyjnej wypowiedzi Kazimiery Szczuki i, później, Stanisława Michalkiewicza. Pisze o tym w swoim raporcie o relacjach REM – media Maciej Iłowiecki.

 Czy musi być ilustracja?

 Mechanizm zazwyczaj jest taki: ze szklanego ekranu leci na cały kraj na przykład informacja o niewłaściwym potraktowaniu petenta w instytucji państwowej. Przypadek jest na tyle bulwersujący, że wywołuje w mediach dyskusję na temat pracy urzędników. Im bardziej jest to instytucja nie lubiana, jak na przykład urząd skarbowy, tym więcej emocji ze strony telewidzów i czytelników. Do krytyki podwiązują się terenowe gazety i na swoim terenie szukają podobnych przypadków sprzeniewierzeń. Ale reporterzy wyruszający na łów, nie zawsze mają fart. Wtedy niektórzy z nich usiłują nagiąć rzeczywistość do zaplanowanej tezy.

W wychodzących w Rzeszowie "Super Nowościach" ukazało się na pierwszej stronie duże zdjęcie Urszuli Poznańskiej urzędniczki miejscowego urzędu skarbowego, jako ilustracja do hitu numeru p.t. "Podatek, albo śmierć". Autor Krzysztof Rokosz w swej publikacji włączył się do kampanii medialnej o nieudolnych pracownikach skarbowych, którzy nie mając racji, straszą podatników wezwaniami, karami i są nawet w stanie doprowadzić ich do śmiertelnego zawału.

Dlaczego pani Poznańska, na którą nigdy nie wpłynęła skarga od petentów, poświadczyła swoim portretem artykuł, oskarżający urzędników fiskusa? Bo dziennikarz powiedział jej szefowi, że chce iść pod prąd i napisać właśnie o uczciwych i kompetentnych pracownikach karbówki. Zdjęcie bohatera reportażu miało ten obraz uwiarygodnić.

Zastanawiające jest instrumentalne traktowanie ludzi przez reportera "Super Nowości". W korespondencji z Radą Etyki Mediów Krzysztof Rokosz twierdził, że postąpił słusznie, bo niezależnie od wymowy artykułu, chciał też pokazać urzędnika z ludzką twarzą. A że z tekstu to nie wynika? - Nie było miejsca - tłumaczy - na rozpisywanie się. A poza tym złych urzędników nie dało się sfotografować.

Jeszcze bardziej bezwzględnie potraktował wizerunek czyjejś twarzy tygodnik Wprost, przygotowując okładkę z podpisem „Partia lewej kasy korumpuje demokrację”. Dla ilustracji tej tezy zamieszczono rozpoznawalne zdjęcie m. in. ówczesnego wicepremiera Marka Pola z przepaską na oczach i wspomnianym podpisem. Tymczasem w tekście nie znalazły się żadne informacje ani podejrzenia o tej osobie, przecież publicznej.

Nie przestrzega obowiązującego w tej mierze kanonu etycznego telewizja. W programie "Interwencje" (Polsat) wyemitowano reportaż o brutalnym zabójstwie emerytów z Sochaczewa. Głównymi świadkami w tej sprawie jest małżeństwo P. Widzieli morderców, zawiadomili policję. Dziennikarze "Interwencji" namówili P. do wystąpienia przed kamerą. Zgodzili się pod warunkiem zmiany ich personaliów i zasłonięcia twarzy. Tymczasem zobaczyli się na ekranie w całej okazałości, choć ze zmienionymi nazwiskami. W kontekście słów, że reporter Piotr Owczarski dotarł do osób, które widziały przestępców. Pan P. poczuł się zagrożony. Mordercy są na wolności i wiedzą już, kto zawiadomił policję.

Jerzy Kamiński producent programu "Interwencje" zbagatelizował skargę małżeństwa P. twierdząc, że nie mają powodów do niepokoju, bo zostały im zmienione nazwiska. A poza tym - gdyby redakcja otrzymała od występujących w audycji wyraźną dyspozycję o konieczności "wymaskowania" twarzy, z pewnością by się do tego zastosowała. Choć obiektywnie patrząc, nie było żadnych racjonalnych powodów, aby podejmować aż takie środki ostrożności.

Pan P. twierdzi, że przed nagraniem postawił warunek o nie fotografowaniu ich twarzy; ma na to świadka. Załóżmy jednak, że niefortunni bohaterowie "Interwencji" zapomnieli uprzedzić nagrywającego, aby nie pokazywał ich w sposób, umożliwiający mordercom rozszyfrowanie. A sam dziennikarz tego nie wiedział? Musiał zdawać sobie sprawę z konsekwencji ujawnienia najważniejszych świadków, podobnie jak cała ekipa telewizyjna. Los małżeństwa P., które notabene wykazało w dramatycznych chwilach wiele odwagi i wrażliwości na czyjąś krzywdę, autorów programu nie interesuje. Zaryzykowano ich bezpieczeństwem, może nawet życiem, dla większej sugestywności programu. Do takiej postawy zachęca ich, sądząc po treści listu do małżeństwa P., sam producent.

Najważniejsze, pokazać twarz człowieka. Po emisji może sobie protestować, to już nie ma znaczenia - ta zasada przyświeca też autorom innych programów telewizyjnych. Jeśli determinacja idzie w parze z nonszalancją, może dojść do groteskowych sytuacji.

TVN 24 wyemitowała w serwisie informacyjnym materiał o aresztowaniach wśród kierownictwa Izby Celnej Łodzi. Dla zilustrowania wydarzenia, posłużono się zdjęciami celników, ale… z uroczystości wręczenia awansów pracownikom przykładnie pracującej Izby Celnej w Białymstoku.

Osobną kategorią etycznych nadużyć fotoreporterów jest publikowanie zdjęć zmarłych fotografowanych w sytuacji, która odziera te osoby z godności.

W lokalnym tygodniku Nowa Gazeta Jaworska z 16 sierpnia  br. na pierwszej stronie została wybita informacja, że pewna mieszkanka Jawora z niewiadomych przyczyn odebrała sobie życie. Jest zdjęcie, na którym widać wiszącą na gałęzi kobietę.

Redaktorzy tygodnika nic sobie nie robią z protestów czytelników, bo w kilka dni później piszą: „Jaworska kablówka podkablowała tygodnik lokalny z powodu publikacji jednego zdjęcia. Ponoć Jaworzanie są oburzeni tym „oburzeni”. Czyżby cytowała opinie tymczasowych lokatorów ratusza, którzy sponsorują kablówkę?”

 Ileż w tym krótkim tekście, notabene z błędem ortograficznym, cynizmu. W Nowej Gazecie Jaworskiej nie wierzą, że zwykli czytelnicy mogą być zgorszeni takim potraktowaniem zmarłego człowieka. Dziennikarze wietrzą spisek polityczny, intrygę „tymczasowych lokatorów ratusza”, czyli samorządowych władz miasta prawdopodobnie z opcji politycznej, z którą gazeta wojuje. Taką dezynwolturę zaprezentowała ostatnio redakcja Życia Łomianek pokazując na okładce dopiero co wyciągnięte z wody ciało utopionego w Wiśle mężczyzny. Gdy do redakcji zatelefonowała oburzona czytelniczka usłyszała, że nie mogło dojść do naruszenia dóbr osobistych ofiary, ponieważ wygasły one w chwili śmierci.

Barbarzyńcy są wśród nas.

 Helena Kowalik

 *Kwestia sprostowań.

 *Pojawił się też problem, dotąd tak ostro nie występujący, postrzegania REM w środowisku dziennikarzy. Ten konflikt, wymagający szerszego naświetlenia, przedstawia osobno wiceprzewodniczący REM Maciej Iłowiecki.

 PRZYKŁADY REAKCJI MEDIÓW NA WYBRANE OŚWIADCZENIA  REM W 2006 r.

1. W sprawie politycznej promocji Radia Maryja, Telewizji TRWAM „Naszego Dziennika”: (patrz oświadczenie z 5 lutego 2006) .     

Po tym oświadczeniu media w nim wymienione i te, które je wspierały, przytaczały przede wszystkim fragment, zaczynający się od słów: „Rada Etyki Mediów jest świadoma...”, w najlepszym wypadku tylko streszczając część pierwszą. Odwrotnie postępowały media zwalczające PIS i koalicjantów, niechętne grupie o. T. Rydzyka.

W tej sytuacji Rada Etyki Mediów była zmuszona zaprotestować. (Patrz oświadczenie z 4 lutego 2006).

 2. W sprawie przedruku w „Rzeczpospolitej” z 03.02 br. karykatur Proroka Mahometa (Patrz oświadczenie z 5 lutego 2006)

Po tej ocenie w niektórych mediach pojawiły się polemiki w obronie wolności słowa (której przeciwnikiem rzekomo miała okazać się REM). Na ogół starannie unikano jednak polemiki z istotą naszej oceny, tj. ze zdaniem: „Nie wolno wyszydzać wizerunków i symboli żadnej religii, niezależnie od okoliczności”.

Ale też w tej historii wiele rzeczy niepokoi „po naszej stronie”– europejskiej i chrześcijańskiej. Oto redakcje publikujące karykatury Proroka Mahometa chlubią się odwagą, będącą w istocie odwagą na cudzy koszt – bo konsekwencje poniosą niewinni. Wykpiono w Polsce premiera i ministra spraw zagranicznych za przeproszenie mahometan - choć uczynili to w trosce o bezpieczeństwo Polski, a także i dlatego, że zapewne nie uznają szydzenia z cudzej wiary (stoją na straży konstytucji RP, a tam to jest zapisane).

Otóż właśnie bardzo dużo ludzi w kręgu kultury euroamerykańskiej (i gdzie indziej) uważa, że wolność słowa ma oczywiste ograniczenia. Najważniejszą granicą jest zawsze godność innych ludzi, zaś świadomie urażenie tej godności – zatem np. szydzenie z symboli religijnych, z wiary – stanowi w każdych okolicznościach nadużycie, jeśli nie obrzydliwość i chamstwo. Jest także działaniem wbrew prawu, zapisanemu w każdej konstytucji europejskiej i we wszelkich deklaracjach i konwencjach na temat praw człowieka.

Można uznać, iż jest to także działanie sprzeczne z tą tradycją europejską i chrześcijańską, która chcemy zachować. Nie jest żadnym argumentem fakt, że Europejczycy i chrześcijanie tę tradycję często łamali i łamią do dziś.

Smutne, że trzeba o prawach człowieka przypominać nawet obrońcom tych praw i dziennikarzom, którzy robią tak wiele, by wyplenić homofonię, rasizm czy antysemityzm. Widać, że i tutaj sięga asymetria, owa podwójna miara w ocenach i wszystko znowu zaczyna być relatywne.

Co do dziennikarskiej powinności informowania wszystkich o wszystkim (prawo do informacji), trzeba przypomnieć, że opis, przekaz słowny informuje równie dobrze jak reprodukcja rysunku, a opis karykatur nie uraziłby mahometan. Podobnie jak opis pornografii dziecięcej (jeśli komuś jest potrzebny do informacji) nie wymaga reprodukowania zdjęć pornograficznych z dziećmi.

Jednocześnie ze światową sprawą karykatur proroka Mahometa w Polsce pojawiła się nieco podobna sprawa karykatury Matki Bożej Jasnogórskiej. Na okładce kultowego pisma muzycznego „Machina” przedstawiono piosenkarkę Madonnę z córką Lourdes na ręku w postaci Matki Bożej Jasnogórskiej (nawet ze słynnymi bliznami).

Opinia Rady Etyki Mediów wobec tej publikacji (mimo innego jej zasięgu, innych okoliczności  i intencji) była podobna, jak w poprzednim przypadku.

W osiem miesięcy później (w X 06) prokuratura umorzyła dochodzenie w tej sprawie, wniesione przez około 20 tys. osób i instytucji o obrazę uczuć religijnych. Prokurator ocenił, iż owa obraza dokonana została nieumyślnie.

3. W sprawie publikowania informacji niesprawdzonych (patrz oświadczenie z 1 marca 2006)     

 Powyższe oświadczenie wiele mediów uznało za chęć ograniczenia wolności przekazu i wręcz próbę nałożenia cenzury. Niektórzy publicyści polemizowali z oświadczeniem bez przeczytania go (opierając się na jakimś omówieniu z tzw. trzeciej ręki) – ponieważ uznali, że REM w ogóle zabrania mediom powoływania się na plotki i pogłoski.

Być może, nasze oświadczenie było zbyt mało precyzyjne, wszakże zdawało się nam oczywiste, że chodzi o nadmiar informacji, opartych na plotkach. Takie informacje są dopuszczalne, jednak nie mogą stanowić reguły, ani większości – i taki pogląd podtrzymujemy.

4. Oświadczenie Rady Etyki Mediów w związku z karą nałożoną przez KRRiT na TV POLSAT za wypowiedź K. Szczuki (patrz oświadczenie z 22 marca 2006)

 Powyższe oświadczenie wywołało wręcz lawinę publikacji za i przeciw. Rada z reguły nie wypowiada się w sprawie odpowiedzialności prawnej i wysokości kar. W tym przypadku – wyjątkowo drażliwym i wzbudzającym wielkie emocje – Rada apelowała do KRRiT o „wzięcie pod uwagę także takiego punkt widzenia” (jaki wyraziliśmy).

Szczególne kontrowersje wzbudziło rzekome usprawiedliwienie p. Szczuki z wyszydzania niepełnosprawnych. Rada stanowcza twierdziła, iż uznała tylko, że nie można stawiać tego zarzutu, ponieważ wedle dostępnych publicznie okoliczności szydząca mogła nie wiedzieć, iż jej szyderstwo dotyczy osoby niepełnosprawnej. Natomiast istotą rzeczy jest wyszydzanie form religijności katolickiej (form każdej religijności!) i to właśnie potwierdziliśmy., uznając za naganne.

Poniżej przedstawiamy, wybrane z wielu, wypowiedzi dotyczące naszego doświadczenia.

Najpierw notatka z „Rzeczpospolitej” (23.III.06), którą uznajemy za przykład relacji obiektywnej.

 „Niewłaściwa kara za Szczukę

 Rada Etyki Mediów nie dopatrzyła się w rozmowie Kazimiery Szczuki z Kubą Wojewódzkim w Polsacie „kpiny z niepełnosprawnych”. Uznała jednak, że przedrzeźnianie Magdaleny Buczek mogło obrazić uczucia religijne osób wierzących. Mimo to, według REM, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji postąpiła niewłaściwie, nakładając półmilionową karę finansową na Polsat.

W swym oświadczeniu Rada Etyki Mediów podkreśla, że nie można udowodnić, iż Szczuka wiedziała, jaką osobę wykpiwa (Szczuka wielokrotnie zapewniała, że nie miała pojęcia o kalectwie Buczek, założycielki dziecięcych podwórkowych kółek różańcowych).

Rada dodała jednak, że „szyderstwo pani Szczuki dotyczyło form religijnych uznanych, praktykowanych i szeroko cenionych w Polsce – co z pewnością mogło urazić osoby wierzące”. REM stwierdziła, że „na podobne szyderstwa nikt dziś, łącznie z panią Szczuką, nie pozwoliłby sobie wobec form religijności żydowskiej bądź islamskiej”.

Jednocześnie jednak Rada uznała za niewłaściwe nakładanie w takich sytuacjach kar finansowych na nadawców, gdyż „utrudniają zrozumienie granic wolności wypowiedzi i umacniają postawy ekstremalne”.

Przedstawiciele Polsatu są zaskoczeni wysokością kary, która jest rekordowa w historii i zapowiadają odwołanie od decyzji przewodniczącej KRRiT. – Nieprecyzyjne przepisy dają możliwość dużej uznaniowości – mówi jedynie mecenas Józef Birka z Polsatu.

Jeden z członków Krajowej Rady nieoficjalnie przyznał „Rzeczpospolitej”: – KRRiT może nakładać kary, ale jeśli mają być skuteczne, muszą dać się obronić w sądzie. W tym wypadku może być problem.”

 Dalej list osób niepełnosprawnych do „Gazety Wyborczej” (23.III.06):

 „Osoba niepełnosprawna też może być obiektem krytyki i żartów

 My grupa głęboko niepełnosprawnych ruchowo, gruntownie wykształconych kobiet, protestujemy przeciwko nagonce medialnej na Kazimierę Szczukę po jej udziale w programie Kuby Wojewódzkiego, w którym jakoby naśmiewała się z uczuć religijnych i złośliwie parodiowała osobę niepełnosprawną.

Uważamy, że Kazimiera Szczuka nie obrażała niczyich uczuć religijnych, a żartowała najwyżej z pewnego sposobu manifestowania tych uczuć.

Waldemar Żyszkiewicz, „Tygodnik Solidarność” nr 15 z 14.IV.06 („Front obrońców Szczuki i Polsatu”): wyodrębniona kolorem wstawka w tekst:

„Oponując przeciw karze dla „Polsatu” Rada Etyki Mediów potraktowała parodiowanie ciężko chorej dziewczyny jako dopuszczalną formę krytyki marketingowca z konkurencyjnych mediów”

Fragment tekstu W. Żyszkiewicza, dotyczący REM.

Uważamy, że gdyby ktoś czerpał informacje o naszym stanowisku wobec K. Szczuki tylko z tego tekstu, byłby całkowicie źle poinformowany.

W tekstach i wypowiedziach dziennikarzy innych opcji było istotnie sporo o wolności wypowiedzi i niejednokrotnie krytykowano z kolei Radę, iż tej wolności nie chce uznać.

Nota bene, niejako finałem całej sprawy było stwierdzenie p. K. Szczuki w wywiadzie dla „The New York Times’a, że - cytujemy - „nienawidzą mnie, ponieważ jestem feministką, jestem Żydówką (...)”. W ten sposób wyjaśniło się, że m.in. REM, krytykując treść wypowiedzi K. Szczuki, zapewne kierowała się antysemityzmem.

5. W sprawie felietonu w Radiu Maryja (oświadczenie z 1 kwietnia 2006)

Powyższe oświadczenie wzbudziło wyjątkowo dużo emocji. Przez jedną grupę mediów było obszernie cytowane, chwalone i wspierane, przez inną grupę – ostro atakowane i uznane za atak na wolność wypowiedzi, na akt polityczny przeciw Radiu Maryja i chęć wprowadzenia cenzury. Radę Etyki Mediów (zwłaszcza jej przewodniczącą, która podpisuje oświadczenia) obrzucono obelgami, upubliczniono też wiele kłamstw na temat funkcjonowania REM.

Oto przykłady: 

„Nasz Dziennik” (3.IV.06r.) „Język obłudy REM 

Ostatnie działania Rady Etyki Mediów wskazują, że chociaż ciało to reprezentuje zapewne niektóre nieliczne, aczkolwiek bardzo krzykliwe media, zwłaszcza te, które uważają, iż mają monopol na prawdę i są niczym w PRL-u „jedynie słuszne”, to jednak z etyką i rzetelnością ten sztuczny, kanapowy twór wykreowany przez me­dialny „salonik” ma niewiele wspólnego. Wystarczy tylko wspomnieć że Rada Ety­ki Mediów, która zarzuca Michalkiewiczowi, było nie było wybitnemu polskiemu publicyście, antysemityzm, milczała jak zaklęta w przypadku antypolskich, skanda­licznych i kłamliwych publikacji samozwańczego historyka Tomasza Grossa. Rada Etyki Mediów czuwająca rzekomo nad „dziennikarką etyką” - nie dopatrzyła się (sic!!) niczego niestosownego w zachowaniu Kazimiery Szczuki, radykalnej lewico­wej feministki kpiącej z niepełnosprawnej Madzi Buczek. Zdaniem REM, Szczuka nie kpiła z osób niepełnosprawnych (sic!), Rada krytykowała również decyzję Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o nałożeniu na Polsat kary finansowej za wyemitowanie programu z udziałem Kazimiery Szczuki. Pozytywnie oceniała również skandaliczny materiał dziennikarza Wiadomości Mikołaja Kunicy o pozostawieniu wojsk polskich w Iraku, mający niewiele wspólnego z rzetelnością dziennikarską, za to wiele z za kamuflowanymi atakami na rząd premiera Marcinkiewicza. Wszystko wskazuje więc na to, że decyzje Rady prowadzą do podziałów w środowisku dziennikarskim, lansowania tych „jedynie słusznych” i zwalczania niepokornych. Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce na ową etykę”?      

Wojciech Wybranowski

 

„Nasz Dziennik” (5.IV.06) – Ataki na Radio Maryja służą celom politycznym– mówi filozof  profesor Bogusław Wolniewicz 

Tak zwana Rada Etyki Mediów jest jednym z instrumentów dławiących w Polsce wolność słowa i dyskusji.   

7. W sprawie publikacji na temat: domniemanej współpracy ks. Michała Czajkowskiego ze służbami, specjalnymi PRL. (patrz oświadczenie z 19 maja 2006)

Oświadczenie wywołało bardzo ostrą krytykę ze strony tych mediów, które oskarżyły ks. Czajkowskiego. Poza tym w licznych wypowiedziach (nie tylko pisemnych) twierdzono, że REM występuje przeciw lustracji, choć bardzo wyraźnie stwierdzamy, że chodzi nam tylko o sposób pisania i przesądzania winy przed przedstawieniem trudnych do podważenia dowodów.

Wobec różnych insynuacji na temat REM uznaliśmy za konieczne wypowiedzieć się publicznie na ten temat (oświadczenie z 23 maja 2006)\

Wkrótce potem tygodnik „Wprost” zamieścił znany tekst o Zbigniewie Herbercie. REM zareagowała kolejnym oświadczeniem (16 sierpnia 2006)

Tygodnik „Wprost”, zagrożony procesem cywilnym przez żonę poety, przeprosił, twierdząc, że artykuł Jakuba Urbańskiego miał tylko pokazać, jak Służba Bezpieczeństwa chciała skompromitować Zbigniewa Herberta (choć autor stwierdził  jednoznacznie, że poeta został donosicielem).

Niestety, REM nie udało się przekonać mediów do szczególnie ostrożnego i rzetelnego przedstawiania przypadków domniemanych współpracowników tajnej policji politycznej w czasach PRL. Wkrótce pojawiły się znowu przesądzające o winie oskarżenia (niektórych nie rozstrzygnięto dotąd, inne znalazły rozstrzygnięcie, co nie zmienia opinii o ich formie). REM – by silniej podkreślić o co walczy w sprawie lustracji – wydała oświadczenie wyrażające podziękowania redakcji miesięcznika „Więź” właśnie za sposób przedstawienia smutnej sprawy ks. Prof. Czajkowskiego i uznała tekst w „Więzi” na ten temat za modelowy w formie i treści. (oświadczenie z 2006)

8. W sprawie wykorzystania przez dziennikarzy TVN materiałów nagranych ukrytą kamerą (oświadczenie z 1 października 2006)

Z tego oświadczenia wszyscy zainteresowani wybrali te zdania, które w ich mniemaniu wspierały ich własne stanowiska. Bardzo niewiele mediów (w tym PAP i „Rzeczpospolita”) podało pełny tekst oświadczenia. Dlatego gorąca dyskusja dotyczyła często nie tego, co było istotą rzeczy w oświadczeniu REM.

Przede wszystkim, po stwierdzeniu, kiedy prowokacja i podsłuch są usprawiedliwione, REM przedstawiła sytuację modelową – tzn. sposób, w jaki należałoby zorganizować taką prowokację, by nic w niej nie mogło wzbudzić zastrzeżeń. Rada w powyższym oświadczeniu w ogóle nie ustosunkowała się do kwestii, czy tego rodzaju tajne rozmowy pomiędzy politykami są właściwe czy nie (REM uważa, że takie targi są niewłaściwe), albo czy należało je ujawniać czy nie ( REM uważa, że należało).

W każdym razie, wobec REM wytoczono ciężkie i niesprawiedliwe oskarżenia (nie skąpiono epitetów i obelg), że Rada broni polityków PiS i potępia dziennikarzy za odkrywanie prawdy. Najbardziej zainteresowana stacja – TVN ogłosiła publicznie (na wizji) wybrane fragmenty oświadczenia – ale tylko te zdania, które wyrwane z kontekstu można interpretować jako jednoznaczną pochwałę dziennikarzy TVN. Mimo protestów, nie sprostowano tej charakterystycznej omyłki (?).

Przypominamy, że „sprawa taśm” doprowadziła do głębokich podziałów w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich.

W każdym razie REM pozostaje przy stanowisku, wyraźnie sformułowanym w oświadczeniu na temat prowokacji i podsłuchu, jako metod wyjątkowych i podlegających pewnym regułom, ale w ogóle dozwolonych w dziennikarskim śledztwie. 

9. W związku z nasilającą się dyskusją na temat lustracji, REM uznała za potrzebne przypomnienie swego stanowiska, po raz któryś z rzędu. (Patrz oświadczenie z 15 listopada 2006) 

10. Na temat reakcji mediów wobec prawdziwych lub domniemanych zachowań seksualnych różnych polityków i osób z ich toczenia (oświadczenie z 12 grudnia 2006)

Oświadczenie wywołało jedyną bodaj ocenę przychylną („Nasz Dziennik” z 13.XII.06) oraz zorganizowaną dyskusję w „Tygodniku Powszechnym”. Za tę dyskusję jesteśmy wdzięczni redakcji, choć wolno nam wyrazić zdziwienie, że dotyczyła akurat problemu nie najbardziej ważnego wśród podejmowanych przez REM i że nie poproszono o wypowiedź nikogo dziennikarzy, kto miałby podobny pogląd na zachowania mediów, a przecież tacy istnieją.

Oto całość tej publikacji („Tygodnik Powszechny” nr 52 z 24.XII.06) zatytułowanej przez redakcje „TP” „Rada przeciw mediom”):

„Rada przeciw mediom” 

„Praca za seks w Samoobronie” – tekst Marcina Kąckiego, opublikowany pod takim tytułem przez „Gazetę Wyborczą” wy­wołał burzę nie tylko polityczną. O domniemanym molestowaniu seksualnym podwładnych przez liderów jednej z partii koalicji rządowej mówiły w następnych dniach bodaj wszystkie polskie media. Sposób relacjonowania afery doczekał się reakcji Rady Etyki Mediów, jej oświadczenie zamieszczamy poniżej. O komentarz do stanowiska Rady poprosiliśmy czoło­wych polskich publicystów: Ewę Milewicz z „Gazety Wyborczej” i Piotra Zarembę z „Dziennika”

Wciągnięci w rozgrywkę (tytuł, jakim oświadczenie REM opatrzyła redakcja)

Powinnością dziennikarzy jest kontrolowanie władzy w imieniu społeczeństwa i ujawnianie zła popełnianego przez polityków. Takim złem jest na pewno molestowanie seksualne, zwłaszcza szantaż wobec podwładnych.

Po ujawnieniu podejrzeń przez „Gazetę Wyborczą” nastąpiła eskalacja publikacji zawierających sensacyjne szcze­góły, często słabo udokumentowane, wywołujące w opinii publicznej zamęt. Doszło do karygodnego upublicznienia danych osoby prywatnej („GW” 8.12.2006).

Dziennikarze głównych mediów opiniotwórczych dali się wciągnąć w rozgrywkę polityczną, zamiast poprzestać na informowaniu o przebiegu prokuratorskiego śledztwa.

Wszystko to narusza zapisaną w Karcie Etycznej Mediów zasadę kierowania się przede wszystkim dobrem odbiorcy. Dobru temu szkodzi również zaprzątanie czytelników, widzów i słuchaczy, w tym młodzieży, niesmacznymi i gorszą­cymi informacjami o zachowaniach wykreowanych przez media bohaterów afery.

Rada Etyki Mediów

Dziewczęca wrażliwość

Powinnością dziennikarza jest stawanie po stronie ofiary. Szczególnie gdy nad tą ofiarą pastwi się władza. Marcin Kącki, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, natrafił na ofiary działaczy Samoobrony. Nie splunął z pogardą, że to brudne sprawki. Nie zaczął dywagować, czy pisząc o molestowaniu seksualnym kobiet, zgorszy młodzież.

Marcin Kącki był człowiekiem, który nie tylko wysłuchał kilku kobiet skarżących się na molestowanie przez niektórych polityków Samoobrony. Zapewnił im też anonimowość i dyskrecję. Spełnił ich nadzieję, że ujawnienie przemocy, ja­kiej były poddawane, pozwoli im zacząć nowe życie.

To Andrzej Lepper w telewizji ogłosił, jak się nazywa molestowana kobieta. To Aneta Krawczyk w TVN 24 zdecydowała się pokazać twarz.

Tak, to media wykreowały bohaterów tej afery. Gdyby nie media, ileś kobiet nadal by odpracowywało w łóżku łaskę pracy w biurach poselskich, w agencjach rządowych itp. Tak, to media i wymiar sprawiedliwości przyczynią się – mam nadzieję – do wyrzucenia z życia publicznego rozmaitych lumpów.

Media są nie tylko po to, aby pokazywać rocznice, przecięcia wstęg czy inne aromatyczne imprezy. Media są też po to, aby czytelnikom, widzom i słuchaczom powiedzieć: wokół jest dużo zła. Rozejrzyj się. Zrób coś.

Tym czymś, akurat dla Rady Etyki Mediów, byłby np. protest przeciw groźbom wicepremierów, że będą zamykać gazety; że zmienią prawo prasowe tak, aby bezpieczne było pisanie tylko o kwiatkach.

I szanowna Rada Etyki Mediów niech coś powie w tych kwestiach. Niech narazi się politykom, a nie tylko demonstruje swoją dziewczęcą wrażliwość na niedoskonałości tego świata. I etyczną wyższość nad zwykłymi dziennikarzami.

Ewa Milewicz

Zasadnicze pytanie

Oświadczenie Rady zaczyna się dobrze. Rzeczywiście: powinnością dziennikarzy jest kontrolowanie władzy i ujawnianie zła popełnianego przez polityków. Dalsze wywody są jednak zadziwiające. Jak rozumieć wezwanie jednych dziennikarzy skierowane do innych, aby ograniczyli się do relacjonowa­nia postępów z prokuratorskiego śledztwa? Gdyby tak działały gazety, wiele patologii nigdy nie zostałoby ujawnionych (przypomnijmy rolę prokuratury w sprawie Rywina!).

Dziennikarze muszą podążać własnymi ścieżkami. One krzyżują się ze ścieżkami wymiaru sprawiedliwości, ale nie są z ni­mi tożsame. Rada przestrzega przed udziałem w rozgrywkach politycznych. „Gazeta Wyborcza” rzeczywiście opatrzyła tę historię komentarzami zabarwionymi własnym antyrządowym nastawieniem. Wiadomo jednak, że media często kierują się motywacjami politycznymi lub komercyjnymi. A jednak świat staje się lepszy również dzięki ich śledztwom.

Zasadnicze pytanie brzmi: czy „Wyborcza”, a także inne gazety, napisały prawdę. Rada mogła – jeśli tak uważa – napiętnować konkretne zjawiska towarzyszące opisywaniu afery: zbyt jednostronne tytuły, wyprzedzanie faktów przy­puszczeniami, także naruszenie czyjejś prywatności. Ale powinna zarazem poczekać na rozwój wypadków. I być może w finale podziękować mediom. Bo, jak można sądzić choćby po wyrzuceniu posła Łyżwińskiego przez Leppera, dogrzebano się do istoty zjawisk haniebnych. Dla ich zdemaskowania warto się być może narazić nawet na ryzyko błędów.Piotr Zaręb

Nie wydaje nam się, by opinia (nawet niesłuszna) na temat jakichś zachowań medialnych była dowodem „etycznej wyższości nad zwykłymi dziennikarzami”, jak napisała Ewa Milewicz. Nie zawsze też piętnujemy „konkretne zjawiska, towarzyszące opisywaniu afery” (Piotr Zaręba), tylko czynimy uogólnienie – tym razem właśnie takich zjawisk, jakie wymienia także nieco powyżej cytowanego zdania znany publicysta.

Być może, nasze oświadczenie było niejasne, a skrót myślowy „poprzestać na informowaniu o przebiegu prokuratorskiego śledztwa” niefortunny.

Nie mniej jednak nadal sądzimy, że niektórzy dziennikarze (i media) dali się wciągnąć w rozgrywki polityczne przy okazji opisywania „zła, jakim na pewno jest molestowanie seksualne, zwłaszcza szantaż wobec podwładnych” (cytat z oświadczenia REM).

Nota bene późniejsza sprawa tragicznej, samobójczej śmieci uczennicy gimnazjum w Gdańsku pośrednio pokazała, w jaki sposób pewien klimat, tworzony przez media, wpływa nie tylko na opinię publiczną, ale również na instytucje zajmujące się sprawą i nawet na wymiar sprawiedliwości. Jest to zrozumiałe, ale tym bardziej należy zachować ostrożność w „medialnym eksploatowaniu” trudnych, tragicznych tematów. Zwłaszcza trzeba zdawać sobie sprawę, jak łatwo przesądzić o winie, zanim zostaną ujawnione wyniki dochodzeń.
W styczniu 2007r. nie ujawniono jeszcze kto jest naprawdę winien tragedii, ale klimat wokół oskarżonych o molestowanie koleżanki nastolatków jednak się zmienił. Zwracanie uwagi na formę dziennikarskich wypowiedzi wydaje się zatem potrzebne. 

11 Wreszcie jedna z ostatnich „wielkich spraw”, dzielących społeczeństwo i media w 2006r. – tj. sprawa ks. Arcybiskupa Stanisława Wielgusa.

Przypominamy, że po wcześniejszych sugestiach na temat, iż był on tajnym współpracownikiem SB (m.in.„Przekrój”)  ukazał się artykuł w „Gazecie Polskiej” jednoznacznie oskarżający Abp. Wielgusa na podstawie zdobytych informacji o dokumentach, których jednak w tym artykule nie ujawniono.

12  Zgodnie z poprzednimi apelami w sprawie lustracji, przeprowadzanej przez media, Rada Etyki Mediów zabrała głos (oświadczenia z 20 grudnia 2006)

Publikacja „Gazety Polskiej” i powyższe oświadczenie REM wywołały znaną, niezwykle ostrą dyskusję. Stanowisko REM w tej konkretnej sprawie poparła m.in. „Gazeta Wyborcza”, przewodnicząca SDP Krystyna Makrosińska, ks. Abp. Józef Życiński i historyk z IPN Marek Lasota.

„(...) gdy ktoś opisuje jakieś zjawisko historyczne, powinien odwołać się do dokumentów. Jeśli nie cytuje się źródeł, powinno się chociaż do nich odesłać (...)”.

„Gazeta Polska” broniła się stwierdzeniem, iż nie może zdradzić swych źródeł informacji (a publikacja dokumentów pozwoliłaby takie źródła zidentyfikować), natomiast – zanim zdoła opublikować dokumentu – zamierzała wskazać potrzebę choćby odłożenia ingresu Abp. Wielgusa, mianowanego już metropolitą warszawskim (do czasu wyjaśnienia sprawy – w końcu bez precedensu).

Argumentacja tego rodzaju wydawała się jednym sensowna, innym – zasłoną dymną wobec ataku na Kościół w Polsce. Naszym zdaniem niepotrzebnie poniosły nerwy niektórych publicystów GP.

Np. 27.XII.06 Piotr Lisiewicz napisał:

>Naszą głośną publikację potępiła też Rada Etyki Mediów, na czele z Magdaleną Bajer, która z szaleńczą odwagą wygłosiła nonkonformistyczny pogląd, że to „nadużycie wolności słowa”. W ogóle Bajer to znana nonkonformistka. Dowiodła tego pracując przez 30 lat w Polskim Radiu. W ostatnich latach odważnie, robiąc hałas na całą Polskę, protestowała przeciwko temu, że w mediach pracują konfidenci komunistycznych służb. Aż się konfidenci pocili ze strachu na widok Bajerowej. Że dzięki oświadczeniu REM nasi zbajerowani czytelnicy zrozumieją swój błąd i przestaną czytać tak nieetyczną gazetę, nie wątpimy. Grunt to dobry Bajer. 

10.I.2007r. – już po znanych wydarzeniach związanych z odwołaniem ingresu, Piotr Lisiewicz znów atakował: „(...) Że napisaliśmy prawdę nie miało znaczenia. Branie nas w kółeczka wróciło przy sprawach Subotica i Wielgusa. Były kopy od szczurków z >Wyborczej<, piącha od kanałowców z >Naszego Dziennika<, plaskacz od szczurzycy z Rady Etyki Mediów, szturchańce od gryzoni z SDP (...)”.

Wprawdzie powyższe sformułowania ukazały się w rubryce satyrycznej „Zyziu na koniu hyziu”, nie mniej jednak stanowią charakterystyczny przykład niepotrzebnych inwektyw w sprawie w istocie bardzo ważnej dla dziennikarzy.

Naczelny „Gazety Polskiej” wyraził swój stosunek do Rady Etyki Mediów nieco inaczej, kulturalniej, choć też ostatnie zdanie cytowanego fragmentu odmawiające przyzwoitości przewodniczącej REM, Magdalenie Bajer, wydaje się słabo uzasadnione. Nb. oświadczenie było oświadczeniem Rady Etyki Mediów, a nie samej Magdaleny Bajer.

Oto cytowany fragment (z tekstu pt. „Czy ktoś przeprosi >Gazetę Polską< - Tomasz Sakiewicz):

„(...) Bolesną dla nas sprawą była reakcja pani Magdaleny Bajer, przewodniczącej Rady Etyki Mediów, która zarzuciła nam działania nieetyczne. Jej zdaniem w przypadku biskupa należało zachować szczególną staranność. Owszem, dziennikarz powinien maksymalnie dbać o staranność, przygotowując publikację, ale nie ma obowiązku ujawniania dokumentów, z których korzysta, jeśli mogłoby to zdradzić jego informatora. Ma obowiązek podpisać się pod swoim tekstem. jeżeli podpisuje się pseudonimem, odpowiedzialność za tekst spada na redaktora naczelnego. Od takiej odpowiedzialności nie uchylaliśmy się i nie uchylamy. Pani Bajer nie jest podwładną arcybiskupa Wielgusa i mogła zachować się przyzwoicie.

Podstawowym kryterium oceny pracy dziennikarza jest prawda. Jeżeli ludzie mediów chcą zdawać sprawę z rzeczywistości takiej, jaka ona jest, nie można ich za to potępiać. Gdy dziennikarz – choćby o najlepszym nazwisku i najlepiej opłacany – ukrywa prawdę lub ją fałszuje, wówczas rzeczywiście grzeszy (...)”.

Nie zamierzamy, ani nie możemy przypominać tutaj przebiegu wydarzeń i przebiegu dyskusji – jest ona dość powszechnie znana, podobnie jak stanowiska różnych mediów.

Niemniej musimy przypomnieć już ostatnie nasze oświadczenie – z 7.I.2007r., (patrz oświadczenia REM) w którym – podtrzymując stanowisko wyrażone w poprzednim – precyzujemy swoje intencje i oddajemy należne zadośćuczynienie „Gazecie Polskiej”.

Wydaje nam się, że oskarżanie bez dowodów, co ma niestety ciągle miejsce w naszych mediach, nie może być uznane za rzetelne, nawet wtedy, kiedy oskarżenie później okaże się prawdziwe. Jest to jednak problem do szerokiej dyskusji na temat takiej reguły.

xxx

Z reakcji na nasze opinie a także Z samych oświadczeń, z listów do REM, można wyciągnąć różne wnioski, dokonać pewnych uogólnień:

1. Zbyt często szefowie mediów, a także w ogóle osoby publiczne, politycy i nawet znani dziennikarze zdają się nie rozumieć (albo nie znać po prostu) podstawowych powinności i uprawnień dziennikarzy i mediów w ogóle. Oczywiście zakładamy, że te powinności i uprawnienia nie są wymysłem REM, ale wynikają z różnych ogólnie przyjętych i akceptowanych zasad etycznych zwodu, z kodeksów etycznych i różnych konwencji międzynarodowych (u nas podstawą ocen jest Karta Etyki Mediów). Skoro tak, oceny oparte na tych podstawach nie powinny być odbierane przeciw wolność słowa, choć oczywiście mogą i powinny podlegać krytyce.

2. Większość skarżących się do REM nie zdaje sobie w ogóle sprawy z jej formalnych uprawnień (np. że nie może nikogo ukarać ani niczego zabronić – może tylko wyrażać swoje opinie), ani z jej możliwości (może oceniać tylko znane jej przekazy medialne i ich formę, nie może przeprowadzać śledztwa ani tym bardziej merytorycznie rozstrzygać kto ma rację w danym, konkretnym konflikcie.

Z tej ignorancji (nie będącej winą REM) wynika kolejny szereg pretensji i zarzutów, które wydają nam się szczególnie niesprawiedliwe.

3. Regułą staje się brak odpowiedzi na listy (jakie REM wysyła do dziennikarzy, ich szefów, redakcji czy innych osób). Być może jest to drobiazg, ale wyraźnie świadczący o zanikaniu pewnych form kultury ogólnej. Znacznie gorszym zachowaniem, sprzecznym z etyką i z prawem, jest poważne lekceważenie obowiązku sprostowań. (Szerzej o tym w raporcie)

O ile powyższej sformułowane 3 pierwsze wnioski można jeszcze usprawiedliwiać ignorancją, czy pewnym ogólniejszym upadkiem kultury obyczajów, o tyle kolejne wnioski dotyczą spraw większego kalibru. Oto one:

4. Rada zbyt często spotyka się z dawaniem fałszywego świadectwa (uważamy zresztą, że w pracy dziennikarskiej jest to nieuniknione) – ale bez próby późniejszego naprawienia zła, (co jest już niedopuszczalne).

5. Dostrzegamy niebezpieczny prymat polityki rozrywki i drastyczności w sferze zainteresowań mediów. Tak jest na całym świecie, ale staje się to problemem wtedy, kiedy polityka, rozrywka, bądź sensacja zaczynają wypierać inne sprawy, ważne dla społeczeństwa obywatelskiego i kiedy zaczynają rządzić informowaniem.

6. Dostrzegamy, że zbyt często normy etyczne traktuje się instrumentalnie i dostosowuje do gier politycznych, a interes finansowy i polityczny danego medium zakłóca właściwe powinności dziennikarskie. Uważamy, że dziennikarze, niezależnie od swych opcji politycznych, muszą być solidarni wobec prób traktowania mediów jako wyłącznie przedsiębiorstw komercyjnych lub jako reprezentacje interesów jakiejś grupy (uwaga: nie chodzi o to, że dana redakcja ma określone poglądy polityczne i ideologiczne!).

7. Nie ma nic dziwnego w tym, że dziennikarzy dzielą ostre podziały polityczne. Jest natomiast godne ubolewania, że są oni również ostro podzieleni w swoim stosunku do etyki zawodu i że nie chcą uznać, iż pewien powszechny kanon etyczny jest jednakowy dla wszystkich.

Być może, mamy złe normy i należy je zmienić, ale bez jednolitego kanonu etycznego żadna działalność społeczna nie da się ocenić i regulować.

8. Zauważamy, że wzorem i modelem współczesnego dziennikarstwa jest zachowanie agresywne i prawdziwy rodzaj uciechy, kiedy natrafi się i relacjonuje cos złego i smutnego. Naturalnie, dziennikarz musi być ostry i nie rezygnować z dotarcia do źródeł zła – ale napastliwość i brutalność nie powinna być preferowanym podejściem do osób i wydarzeń (m.in. dlatego, że odbiorcy zdają się dziś utożsamiać agresję mediów z ich wiarygodnością).

9. Wreszcie dostrzegamy pewne – ale coraz jednak powszechniejsze – lekceważenie profesjonalizmu dziennikarskiego. Zadziwia nas jak często zapomina się, iż trzeba mieć pewną wiedzę o tym, o czym się mówi lub piszę i wyrażać się językiem poprawnym, powszechnie zrozumiałym i wyraźnym (w sensie jasnego określenia treści, które się przekazuje i oddzielenia własnego komentarza od faktów).

Sądzimy, iż jest to wynikiem niewłaściwego kształcenia przyszłych dziennikarzy.

Oczywiście, uogólnienia są niesprawiedliwe, ale sądzimy, że nie są potrzebne ciągłe zastrzeżenia typu: „nie wszędzie, nie wszyscy, nie zawsze”. Mamy nadzieję, że opinie Rady Etyki Mediów mogą przydadzą się w przemyśleniu naszych wspólnych problemów.

Opracował Maciej Iłowiecki

  Stroną administruje Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich